<title_newspaper="Sztandar Modych"> 
<title_article="Na Wielkim Murze"> 
<author_1=Jerzy Putrament> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="01">
<date=1952-01-05>
 <period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Jedziemy na Wielki Mur. Dugo z lewej od nas cignie si wysoki mur Pekinu z XV wieku, bramy co kilkaset metrw, ruchliwe ulice, tumy rowerzystw i rykszarzy na przejazdach. Potem mur odskakuje, troch przedmieci, znajoma podpekiska rwnina, kpy drzew przy wioskach, samotne pagody, stelle kamienne na ogromnych wiach.
W rowach wzdu toru wskie i dugie pasemka rudego ryu. Wioski teraz s otoczone murami, podune domki. Czyciutkie perony stacyjne, co kilka metrw kolejarz w czapie ze specjalnym hieroglifem, albo onierz z karabinem na pasie. Stoj na baczno, pocig ich mija, robi w lewo czy w prawo zwrot, patrz za pocigiem. Na kadej stacyjce, przy kadym mostku japoskie jeszcze bunkry.
Wolno zbliaj si siwe i brunatne gry. Wjedamy wreszcie w nieszerok dolin rzeki Chu-Jung-Chan. Kamienioomy dymi kurzem, caa robota rczna, tyle, e ciarwki zabieraj wykute pyty kamienne. Pojedyncze fanzy, przyklejone do stromych cian skalnych, okna zamiast szyb potuszczony papier, kilkumetrowej dugoci tarasy ziemi rolnej, knca na patatw.
Zaczynamy wspina si w gr, coraz wolniej sunie pocig, coraz bliej podchodz bezlene urwiska grskie. W dole ledwo si sczy strumyczek, na wysokoci pocigu, jakby uwieszony na sznurku jastrzb.
Tunele. Osypisko ogromnych czarnych i rudych gazw. W cakiem prostopadej cianie wykuta kapliczka, tuste posgi Buddy i S-ki wyzieraj przez szerokie okna. Znowu tunel. Gniazda cekaemw na pobliskim szczycie, a tutaj lady niejednej serii kul.
Par razy przez lini szczytw, przez ostre granie dobiegaj do koryta strumyka linie kamiennego muru. Dobiegaj do strumyka, dochodz do urwiska, prawie prostopadle spadaj na d. Mylimy, e ju dojechalimy, ale pocig sapie, poci si, jeszcze pnie si do gry.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
